poniedziałek, 13 sierpnia 2018

W poszukiwaniu klucza do szczęśliwego życia w zdrowiu



            Żyjemy w czasach, w których z jednej strony jesteśmy świadkami oszałamiającego postępu technicznego, podboju Kosmosu i wydzierania Naturze wielu, nieraz niebezpiecznych tajemnic, jak choćby broń atomowa, czy inżynieria genetyczna. Z drugiej strony mimo tych osiągnięć i większego fizycznego komfortu życia, rzadko czujemy się szczęśliwsi, silniejsi, zdrowsi i bezpieczniejsi. Mimo, że medycyna doraźnego ratowania życia poczyniła znaczne postępy i nawet potrafi przeszczepiać zniszczone przez choroby narządy, leczyć tych schorzeń nie potrafi! Przymierza się do sklonowania człowieka, a zupełnie nie radzi sobie z coraz większą liczbą schorzeń cywilizacyjnych. Nie może nam także dać pewności, że klonowanie istot ludzkich to osiągnięcie prawdziwe, a nie kolejne, wielkie, potencjalne niebezpieczeństwo, zagrażające ludzkości.

piątek, 15 grudnia 2017

W podejściu do medycyny skorzystajmy z dorobku wielkich Polaków

Jakiej medycyny oczekują pacjenci?
Każdy z opisywanych tu wybitnych polskich lekarzy swoją pracę zawodową zaczynał podobnie, zawsze w bardzo trudnych warunkach na prowincji, ale to właśnie wtedy bez względu na trudne warunki życia i pracy stawali się prawdziwymi, empatycznymi lekarzami. Pomimo ograniczonego zaplecza medycznego w dużej mierze leczącymi pacjentów także samym sobą, swoją osobowością, empatią, poświęcanym im zainteresowaniem, chęcią pomocy, swoim czasem i niezwykle ważnym kontaktem psychofizycznym. Te doświadczenia uczyniły ich prawdziwymi lekarzami, a systematyczna praca nad pogłębianiem wiedzy nie tylko czysto medycznej uczyniły ich wielkimi uczonymi i nauczycielami, prawdziwą dumą polskiej medycyny. Są znani nie tylko w Polsce ale także w wielu krajach świata.                                                                                                                   Takim metamorfozom raczej rzadko ulegają lekarze łatwo startujący w komfortowych warunkach i w dużych, najczęściej wielkomiejskich, dobrze wyposażonych placówkach medycznych. Tacy są zainteresowani niemal wyłącznie medycyną naukową, postępem nauk medycznych, pionierskimi zabiegami operacyjnymi, czy inżynierią genetyczną. Ale ani na studiach ani podczas wczesnych etapów pracy zawodowej nie mieli okazji nauczyć się empatii w stosunku do różnych pacjentów. A pacjenci to szybko wyczuwają, co szybko rodzi brak wzajemnego zaufania. O tym, że tego typu stwierdzenia nie są dalekie od prawdy, dosyć dobitnie świadczy atmosfera licznych dyskusji na forach medycznych.
Za swoich największych Mistrzów lekarzy poza doktorem Władysławem Biegańskim uważam profesorów: Juliana Aleksandrowicza i Kornela Gibińskiego.                                                   Czwartym moim mistrzem jest Ks. prof. Włodzimierz Sedlak, twórca bioelektroniki.


poniedziałek, 4 grudnia 2017

List dr Eustachiusza Gaduli do Młodych Lekarzy w Polsce


List ten zamieszczony został w październikowym numerze Nieznanego Świata w roku 2011. Mimo upływu sześciu lat kształcenie na uczelniach medycznych, organizacja i poziom usług medycznych w Polsce nie uległy istotnej poprawie. Zdaniem wielu osób dzieje się nawet wprost przeciwnie, o czym świadczą coraz liczniejsze i ostrzejsze konflikty na styku lekarz-pacjent.
Do roku 2015 wydawało się, że najważniejszą przyczyną takiego stanu rzeczy było niemal wyłącznie niedofinansowanie polskiej służby zdrowia. Po zmianie ustrojowej pojawiła się szansa na zapowiadaną przez nową ekipę rządową poprawę finansowania usług medycznych. I co zdarzyło się w powojennej Polsce po raz pierwszy, konsekwentnie, na miarę obecnych możliwości państwa w obecnym roku wyraźnie zwiększono finansowanie służby zdrowia. Czy w istotny sposób wpłynie to na powody do zadowolenia z usług medycznych w Polsce, przekonamy się w najbliższym czasie. Nowa ekipa na obecnym etapie nie tylko zmaga się z problemami finansowymi i organizacyjnymi, ale także z totalną opozycją, utrudniającą rządzącym każdą dziedzinę życia, nie wyłączając medycyny. Miejmy nadzieję, na co wiele wskazuje, że ten ostatni problem w niezbyt odległym czasie rozwiąże się sam, szczególnie jeśli uda się długo oczekiwana, merytoryczna reorganizacja wymiaru sprawiedliwości.
Ale jeśli nawet do tego w niedługim czasie dojdzie i gospodarka zacznie systematycznie wypracowywać coraz lepsze finansowanie medycyny, nie ma pewności, że polscy pacjenci będą mieć dzięki temu powody do zadowolenia.

wtorek, 27 grudnia 2016

Własna metoda leczenia bólu okołooperacyjnego

Własna metoda leczenia bólu okołooperacyjnego
Od paru lat dosyć systematycznie przeglądam Internet i w ostatnich miesiącach zauważam coraz więcej publikacji na temat leczenia różnych rodzajów bólu. Szczególną uwagę zwróciły mi artykuły na temat leczenia bólu pooperacyjnego i bólu poporodowego.
Bezpośrednim powodem mojego ponownie ożywionego zainteresowania bólem pooperacyjnym stała się publikacja na ten temat z nowymi zaleceniami American Pain Society, a w niej informacja, która mnie szczególnie zainteresowała. Przytaczam ją w całości:
„Brak danych, aby można było wypowiedzieć się co do zastosowania takich metod uśmierzania bólu jak akupunktura, masaż i terapia zimnem.”
Problemem bólu pooperacyjnego bardzo intensywnie zajmowałem się w latach 1971-1977 podczas pracy w Oddziale Chirurgii Ogólnej Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. Tak się składa, że metody, które stosowałem w tej terapii to była właśnie akupunktura i własna metoda polegająca na połączeniu krioterapii chlorkiem etylu z akupresurą.                                                                                              
Własną metodę leczenia bólu pooperacyjnego w roku 1990 przedstawiłem na II Światowym Kongresie Akupunktury WUFES w Paryżu. Poza referatem przedstawiłem także filmik na ten temat. Mimo, że był zrealizowany w ciągu zaledwie kilku dni przez mojego pacjenta, a jednocześnie redaktora Telewizji Katowice Tadeusza Horoszkiewicza w języku polskim, cieszył się dużym zainteresowaniem w bibliotece Pałacu UNESCO w Paryżu. Wiele osób z różnych krajów próbowało wtedy nawiązać ze mną bliższy kontakt na ten temat, ale moja zbyt słaba czynna znajomość języka angielskiego (mój tłumacz zachorował właśnie w trakcie tych obrad) tę szansę uniemożliwiła.
W roku 1992 zgłosiłem ten temat na Międzynarodową Konferencję Anestezjologów w Gdańsku, proponując także prezentację tego filmu ale mimo, że swoje zgłoszenie wysłałem dwa miesiące przed terminem konferencji, informacja o przyjęciu mojego zgłoszenia z możliwością 10 minutowego wystąpienia dotarła na mój adres dokładnie dzień przed terminem konferencji. Informacje na ten temat telefonicznie przekazała mi moja żona, ponieważ ja w tym czasie brałem udział w warsztatach na temat integracji w medycynie organizowanej przez dr Janusza Kołodziejczyka w Koszalinie i Mielnie.
Zaskoczony tak późnym zawiadomieniem natychmiast udałem się do Gdańska gorączkowo usiłując kupić sobie porządny garnitur, ponieważ na te warsztaty wyjechałem w ubraniu dżinsowym.
Drugą niespodzianką podczas tej konferencji był fakt, że czas który mi wyznaczono był w godzinach popołudniowych, w czasie kiedy większość gości zagranicznych udała się na zwiedzanie Trójmiasta.
Prowadzący obrady dwaj znani profesorowie anestezjologii moje wystąpienie (być może, że częściowo także z powodu mojego ubrania) przyjęli wyraźnie z ironicznym uśmiechem, a pan Profesor J.G. z Poznania z drwiną oświadczył, że takie metody są prymitywne i przestarzałe, a my musimy biec do przodu. Moje zapytanie, czy biegnąc do przodu, nigdy nie sprawdza, czy czyni to we właściwym kierunku kilkunastu moich kolegów z roku, profesorów (jestem absolwentem A.M.G.) miało do mnie żal, jak mogłem takie pytanie zadać profesorowi.
Musze przyznać, że stosunek do mojego wystąpienia na tej konferencji był dla mnie zimnym prysznicem zniechęcającym do jakichkolwiek publikacji w ramach medycyny konwencjonalnej w Polsce.
Po raz drugi raz swoją metodę wraz z filmem zaprezentowałem na VI Krajowej Konferencji Akupunktury w Warszawie w roku 1999. Oświadczam, że  nigdy w Polsce nie publikowałem informacji na temat własnej metody leczenia bólu pooperacyjnego.
Odnoszę wrażenie, że ten fragment publikacji amerykańskiej („Brak danych, aby można było wypowiedzieć się co do zastosowania takich metod uśmierzania bólu jak akupunktura, masaż i terapia zimnem.”) może stanowić uzasadnienie aby pomyśleć o publikacji mojej metody leczenia bólu okołooperacyjnego i jednocześnie zamieścić link do mojego filmu na ten temat. Ale zniechęcony doświadczeniami konferencji w Gdańsku nie bardzo mam ochotę wystawiać się na kolejne ataki.
Z zapytaniem na ten temat zwróciłem się do jednego z najwybitniejszych profesorów anestezjologii w Polsce, wybitnego humanisty, którego zdanie na wiele ważnych dla mnie tematów wysoko sobie cenię z prośbą o zapoznanie się z moim tekstem i filmem na ten temat i doradzenie mi, czy i gdzie warto je opublikować ?
Oczekując na odpowiedź w tak szczególnym okresie jak Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok, kiedy rezerwujemy nieco więcej czasu poza pracą zawodową, postanowiłem tekstem mojego referatu wygłoszonego w roku 1990 w Paryżu a w roku 1999 w Warszawie podzielić się z Czytelnikami mojego bloga.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego 2017 roku Wszystkim Moim Czytelnikom składam  Najserdeczniejsze Życzenia Zdrowia i Realizacji Najważniejszych Planów Życiowych, w tym Spełnienia Marzeń związanych z optymalną, merytoryczną reorganizacją polskiej ochrony zdrowia.


piątek, 8 kwietnia 2016

Akupunktura w świetle bioelektroniki


Rozwój mikrobiologii i biochemii oraz pozorne sukcesy farmakoterapii zdefiniowały kierunek rozwoju współczesnej medycyny od kilkudziesięciu lat. Mimo postępu fizyki półprzewodników i powstania bioelektroniki myślenie kategoriami biochemicznymi nie straciło racji bytu, ale biologii i medycynie sama biochemia już nie wystarcza. Bioelektronika w oparciu o liczne dane nad przewodnictwem, dotyczące  biologicznie ważnych związków organicznych proponuje nowe spojrzenie na istotę procesów życiowych, zwracając większą uwagę na ich aspekt energetyczny. Zdaniem twórcy bioelektroniki Włodzimierza Sedlaka metabolizm oparty wyłącznie na reakcjach chemicznych nie wyczerpuje całkowicie bilansu energetycznego. Bioelektronika nie kwestionując słuszności biochemicznego podłoża życia, dokonujące się reakcje pojmuje jako wiązanie i zwalnianie elektronów. Ponadto uwzględnia rolę fotonów generowanych w procesach w procesach chemiluminescencyjnych i kwantową emisję przez układ żywy. Takie poszerzone spojrzenie pozwala rozumieć organizm jako zespół szeroko pojmowanych procesów energetycznych, które dokonują się na chemicznym i półprzewodzącym podłożu  substancji białkowych. 

środa, 28 października 2015

Czy minister zdrowia musi być lekarzem ?

W najnowszym Menedżerze Zdrowia Top 10 z 27 .10.2015 ukazał się tekst pt. Czy następnym ministrem zdrowia musi być lekarz. Zdaniem ekspertów – niekoniecznie.

sobota, 15 listopada 2014

Nowe tendencje w podejściu do schorzeń nowotworowych


            Obok schorzeń serca i układu krążenia schorzenia nowotworowe stanowią najczęstszą przyczynę zgonów. O ile w diagnostyce i terapii ostatnich lat w tych pierwszych nastąpił istotny postęp w postaci kardiologii inwazyjnej, czy przeszczepów serca, które trudno uznać za przełomowy sukces medycyny, choć są szansą ratowania i przedłużania życie określonej liczbie ludzi, o tyle w onkologii brak spektakularnych osiągnięć medycznych. Mimo zaangażowania ogromnej liczby ludzi i środków nadal praktycznie nie znamy prawdziwej przyczyny powstawania nowotworów, choć wiadomo jakie czynniki sprzyjają ich rozwojowi. Co prawda od lat pojawiają się nowe, bliższe przyrodzie i człowiekowi koncepcje leczenia schorzeń nowotworowych ale konwencjonalna onkologia w interesie określonego lobby nadal stara się je nie zauważać, a podstawowe leczenie w onkologii ograniczać do chemioterapii i radioterapii.  Ciągłe dominujące, złe wyniki leczenia większości nowotworów, że ze schorzeń nowotworowych w powszechnej świadomości uczyniono typowy przykład nieuleczalności schorzeń. Choć przekonanie to ma niestety swoje uzasadnienie w bardzo wielu faktach klinicznych, to jednak ze szkodą dla ludzi przeczy mądremu, staremu powiedzeniu, że nie ma nieuleczalnie chorych. Jest to opinia wielu wybitnych lekarzy i terapeutów z wszystkich kontynentów. O słuszności tego powiedzenia niech dobitnie świadczy tytuł książki jednego z najwybitniejszych polskich lekarzy humanistów i filozofów, ale także wybitnych klinicystów, znanego na całym świecie Profesora Juliana Aleksandrowicza pod tytułem: Nie ma nieuleczalnie chorych.
Skąd zatem tyle zgonów w onkologii i tak nikły procent wyleczeń w schorzeniach nowotworowych, szczególnie w Polsce?